Kolonia Górnicza Murcki

wpis w: Spacerownik | 1

Nieoznaczony szlak spacerowy „Kolonia Górnicza Murcki”. Szlak powstał z inicjatywy Klubu Miłośników Murcek i Miejskiego Domu Kultury „Południe”. Wytyczony został jako okrężny, dlatego jego przejście możemy zacząć w dowolnym miejscu. My proponujemy zrobić to w miejscu dużego niepłatnego parkingu, przy skrzyżowaniu ulic Bielskiej i Solskiego, naprzeciw jedynego kościoła w Murckach p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa, który też jest pierwszym obiektem godnym zobaczenia.

kolonia górnicza Murcki

mapka na licencji “© autorzy OpenStreetMap” i dostępna na stronie http://hiking.waymarkedtrails.org/pl/
Kościół w Murckach ma niedługą historią, bowiem wybudowany został w latach 30-stych XX wieku. Powstał z inicjatywy lokalnej społeczności, w czasach wielkiego kryzysu gospodarczego. Monumentalna budowla jest dziełem krakowskiego architekta Zygmunta Gawlika i zaprojektowana w stylu modnego wówczas modernizmu. Był to kolejny jego zrealizowany modernistyczny projekt na Górnym Śląsku, po Archikatedrze Chrystusa Króla,  gmachu Kurii Biskupiej w Katowicach i kościoła Trójcy Przenajświętszej w Piekarach-Szarleju. Co ciekawe, murckowski kościół powstał na gruncie ofiarowanym prze księcia pszczyńskiego i zbudowany na „skale” – piaskowcu.
242810W ramach oszczędności nie wykonano pełnych fundamentów, a wiele filarów zabetonowano prosto w skale. Warto zobaczyć tak
że główny ołtarz. Jego tłem jest ogromny witraż o powierzchni 82 metrów kwadratowych, powstały w roku 1960. Jego projektantem był Wiktor Ostrzołek z Radlina, twórca kilkuset prac plastycznych, przede wszystkim witraży, które odnajdziemy w wielu miejscowościach. Z tych bardziej znanych wymienimy gdańską bazylikę Mariacką, bazylikę MB Anielskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej, czy sanktuarium w Łagiewnikach. Jego prace odnajdziemy także w pobliskim Giszowcu, Janowie, Kosztowach, czy w klasztorze oo. Franciszkanów w Panewnikach.

 

327522Tymczasem wracamy na skrzyżowanie przy parkingu, od którego zaczęliśmy naszą wycieczkę. Patrząc w prawo, (najlepiej podejść w tym kierunku kilkadziesiąt metrów), widzimy stylizowane budynki domu nauczyciela i po drugiej stronie mniejszy budynek szkolny. Te wybudowane z początkiem XX wieku obiekty, cechują się stylem historyzującym, w tym wypadku  nawiązującym do gotyku. Wertykalny i rozbudowany portal drzwi wejściowych gmachu szkolnego, świetliki w formie biforiów, czy arkadowe gzymsy okalające całość ścian, nadają tym budynkom szczególnego charakteru. Obserwator ma wrażenie, że są to ważne i reprezentacyjne budynki. Za nimi zobaczymy najstarsze parterowe zabudowania kolonii tzw. czworaki. Budowane były sukcesywnie
od 1852 roku , a te które widzimy do 1863 roku. Nazwa czworaki związana była z ilością rodzin, które mieściły. Jednakże pierwotnie lokowano w nich aż 8 rodzin, 4 na parterze i 4 na poddaszu. My33576131 jednak cofniemy się i idziemy ok. 200 metrów ulicą Bielską w przeciwną stronę – na południe, do poprzecznej, dwupasmowej ulicy Kołodzieja. Na rogu, po lewej stronie ulicy, widzimy odnowiony, jeszcze jeden budynek pierwszej zabudowy, pełniący dziś funkcję restauracji „Zielona Gęś”. Od samego początku, budynek ten był obiektem handlowo-usługowym. Pierwotnie był tu skład żywności, a także „masorz”, później zakład rzeźniczy. Spójrzmy jeszcze na porośnięty pagórek po przeciwległej stronie ulicy Kołodzieja. Stał tu książęcy „Gasthaus” – restauracja.

W dzisiejszym znaczeniu, restauracja czy karczma ma ściśle określoną i zazwyczaj jedynie gastronomiczną funkcję. W wieku XIX znaczenie takich obiektów było zgoła inne i o wiele szersze. Owszem posilano się tam i spędzano czas przy piwie, jednak przede wszystkim stanowiły te obiekty centra kulturalne miejscowości. I tak murckowski „Gasthaus” prócz oczywistych przybytków, posiadał salę teatralną, taneczną, pokoje gościnne, a  w ogrodzie kręgielnię, strzelnicę śrutową, zaś w okolicy wytyczono „Promenadę” – szlak spacerowy wokół wzgórza, z miejscem widokowym, studnią i źródłem Marii, oraz torem saneczkowym. Na miejscu funkcjonowała orkiestra, wykorzystywana na okolicznościowe uroczystości, biesiady i imprezy w plenerze. Po II wojnie światowej obiekt ten przeznaczono na ośrodek kardiologii dziecięcej, o potocznej nazwie prewentorium. Był ośrodkiem sanatoryjnym, uwzględniającym pobliską przyrodę i mikroklimat zbliżony do górskiego Ustronia. Budynek wyburzono w 1977 roku, wraz z budową drogi szybkiego ruchu, pomimo dobrego stanu technicznego i zrealizowanego gruntownego remontu w połowie lat 70-tych XX wieku. Dla wielu osób decyzja ta była pochopna i miała charakter polityczny.

Będąc na wylocie ulicy Bielskiej, kierujemy się w prawo, na przejście dla pieszych i rowerów, bowiem z nami biegnie czarny szlak rowerowy nr 101. Przechodzimy na drugą stronę, idąc prosto na południe do przejścia pod dwupasmową drogą DK86. Za przejściem po prawej wyłania nam się „Zajazd pod Wzgórzem Wandy” wywodzącego swą nazwę od oficjalnego dziś określenia najwyższego szczytu w mieście Katowice. Jednakże, od niedawna zmieniła się nazwa tej bocznej ulicy na której jesteśmy. Nazywa się teraz ulicą Białobrzeska. Odnosi się to do pierwotnej – historycznej nazwy owego wzgórza. Idziemy w głąb ulicą Białobrzeską na zachód, do pierwszej leśnej „krzyżówki”. Odnajdujemy tu tablicę edukacyjną (Już nieaktualne – tablicy brak), z informacją, iż teren ten sprzątany jest przez okoliczną społeczność. Miejmy nadzieję, że odwiedzający to miejsce uszanują ich zaangażowanie. Tu skręcamy w lewo, na północ i idziemy tą asfaltową ulicą Węgierską, opuściwszy już zabudowania, ok. 300 metrów. Droga nieznacznie wije się i dochodzi dość blisko do trasy szybkiego ruchu. Tutaj mocno zakręca w prawo, a my szukamy najbliższego wylotu przecinki w las. Skręcamy, jeszcze raz w prawo i po kilkudziesięciu metrach dochodzimy do mogiły i tablic upamiętniających tragiczne wydarzenia z 1945 roku.

268335W miejscu tym pochowani są rozstrzelani przez Rosjan jeńcy węgierscy, obsługujący stanowiska obrony przeciwlotniczej w Murckach. Przez okres PRL mogiła ta i historia nie pasowała do oficjalnej doktryny w myśl której niemożliwe było obarczenie bratniego sojusznika Polski – Związku Radzieckiego, jakimkolwiek „nieetycznym” czynem. Ponadto ci żołnierze węgierscy byli sprzymierzeńcami znienawidzonego nazistowskiego państwa Niemieckiego. Nie mniej, zgodnie z chrześcijańskim obowiązkiem kultywowanym przez miejscową społeczność, każdemu winni jesteśmy należyty pochówek i pamięć, bowiem po śmierci nie ważne stają się doczesne sprawy ludzkie. Trzeba też pamiętać, że ludność Górnego Śląska, była w znacznej części, czy to podczas I czy II wojny światowej wcielana do wojska niemieckiego, czy tego chciała czy nie i wielu z tych górnośląskich żołnierzy nie wróciło do domu, mając nieznane miejsca pochówku. W wymiarze społecznym, ludność miejscowa w owych Węgrach widziała swoich synów i mężów, wysyłanych gdzieś w nieznane i tam tracących życie. Pamięć o Węgrach, wiąże się z nadzieją, że gdzieś tam, także mogiły najbliższych są uszanowane i pamiętane. Poza wszystkim zaś chodzi o to, że po prostu zginęli ludzie, nie ważne czy Rosjanie, Niemcy, Węgrzy czy jeszcze ktoś inny. Zginęli, bo wojna jest czymś co nie powinno się nigdy zdarzyć i w tym sensie miejsce to nie jest pomnikiem, a jedynie kolejnym miejscem upamiętnienia, które przypomina nam, że na całym świecie miliony ludzi takich jak ci Węgrzy tracą życie, ponieważ inni ludzie za wszelką cenę pragną zrealizować swoje „chore” i zbrodnicze cele.

Kierując się dalej w głąb lasu, dochodzimy łukiem w prawo do rozwidlenia ścieżek, z rowerowym szlakiem czerwonym. Tu skręcamy ostro w lewo i idziemy jakieś 300 metrów, do dochodzącej z prawej strony wąskiej ścieżki (uwaga – można przeoczyć). Skręcamy ponownie ostro w prawo na południe. Już po chwili widzimy głębokie doły w lesie. Wygląda to jak pole po ostrzale artyleryjskim. Jednak nie z czasem wojny, a „biedą” okresu dwudziestolecia międzywojennego, wiąże się historia tych leśnych obiektów. Są to pozostałości biedaszybów. Podobno w okolicach Murcek naliczono ponad 250 płytkich szybików węglowych. Tu widzimy ślady niektórych z nich. Jest to też dowód na zaleganie węgla w tych okolicach tuż pod powierzchnią ziemi. Kierując się dalej na południe, tą wąską ścieżką, po drodze warto rozejrzeć się wokoło. Przed nami ukaże się w pewnym momencie kilkanaście ciemniejszych od innych drzew iglastych. To sosny wejmutki.  Nie są to rodzime drzewa. Zostały sprowadzone z Kanady, a nazwa „wejmutka” pochodzi od nazwiska lorda Weymoutha, który rozpowszechnił w XIX wieku sadzonki drzew. W kilkunastu miejscach w lasach pszczyńskich zostały zasadzone z górą 100 lat temu, w celach urozmaicenia i sprawdzenia tego drzewa, jako ewentualnego surowca gospodarczego.  Mniej więcej po 500 metrach od wejścia w wąską ścieżkę leśną, dochodzimy do większego rozwidlenia dróg gruntowych. Tu skręcamy w prawo na zachód w prostą przecinkę leśną. Po 300 metrach znajdujemy się na krzyżówce dróg, (także asfaltowych), z którego ruszyliśmy w kierunku mogiły żołnierzy węgierskich. Tym razem skręcamy w kierunku przeciwnym, w lewo na południe. Droga asfaltowa wznosi się, a my patrząc dookoła powinniśmy zauważyć zmianę dotyczącą miejscowej flory i pojawienie się z lewej strony większej ilości buków. Tak zaczyna się rezerwat „Las Murckowski” utworzony dla ochrony zbiorowiska leśnego- buczyny niżowej. Ta prosta droga, utworzona na dawnej przecince leśnej, nagle skręca w prawo, wiodąc na szczyt Wzgórza Wandy.  W miejscu tego zakrętu znajdował się kiedyś początek toru saneczkowego, opadającego zboczem dalej na południe.  Na końcu toru znajdują się jeszcze wysokie łuki nasypów ziemnych, zmieniające tor zjazdu. Dziś to teren rezerwatu. Po około 600 metrach dochodzimy na płaski i zalesiony szczyt, gdzie znajduje się magistrala przesyłowa Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów. Tu nie mamy wstępu, ale obok, stoi wysoka, lecz niepozorna Dostrzegalnia Pożarowa. Po uzgodnieniu z Nadleśnictwem Katowice jest możliwość jej zwiedzenia, bowiem ma utworzoną  na  swym szczycie platformę widokową.

Wzgórze Wandy wysokość oficjalna 357 m.n.p.m. Z wysokością, tak jak i z nazwą wzgórza mamy problem, bowiem pod nim dalej odbywa się urobek górniczy, a także niedawna budowa magistrali przesyłowej wody, z usypaniem sztucznych zbiorników wody, nie pozwala jednoznacznie i ostatecznie określić wysokości. Nazwa wzgórza także zmieniała się na przestrzeni wieków. Pierwsza zapisana nazwa (choć trudno określić, czy odnosiła się do wzgórza, czy przysiółka na Siągarni) Osieko, następnie pojawiają się nazwy „Białoszecko”, „Białorzecko”, „Białobrzęcka”, czy wreszcie „Biała Brzeska góra”. W połowie XIX wieku nadano mu nazwę Friedrich Erdmanns Höhe, po naszymu – „erdmancyjo”, by po przyłączeniu części Górnego Śląska do Polski w XX-leciu międzywojennym nadać mu nazwę, raczej nie powiązaną historycznie – góra Wandy. Ciekawostką z map połowy XIX wieku jest istnienie wieży telegrafu optycznego. Być może właśnie na bazie tej konstrukcji, utworzona była platforma widokowa dla murckowskich turystów z przełomu XIX i XX wieku. Z dzisiejszej dostrzegalni roztacza się wspaniały widok i warto postarać się o jej zwiedzenie. Nie zalecane wejście dla małych dzieci i osób z lękiem wysokości.

Teraz cofamy się do ostatniego zakrętu asfaltowej drogi, zaraz przed samym szczytem wzgórza. Tu skręcamy w leśną dróżkę w prawo, na zachód, na samym początku idąc wzdłuż widocznego zakładu GPW. Droga wije się i schodzi po zboczu. Tu jeszcze raz warto przyjrzeć się przyrodzie, bowiem zbocze, buki, poszycie leśne daje wrażenie, jakbyśmy znajdowali się w Beskidach. Jest jeszcze jedna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, tym bardziej, że łatwo ją przeoczyć. Po drodze mijamy dziwnie uformowane rowy. Są to okopy wojskowe. Co ciekawe, nie budowali ich Niemcy, czy Polacy, a pod nadzorem Rosjan – Ślązacy w okresie wczesnej wiosny 1945 roku. Ciągną się one lasem od Wesołej, przez Murcki, po Kostuchnę. Po niecałych 600 metrach od dostrzegalni wychodzimy na drogę gruntową i skraj przysiółka Siągarnia. Tym sposobem dotarliśmy do jednej z odnóg średniowiecznego tzw. „traktu solnego”, prowadzącego z Krakowa, na Śląsk i Czechy. Ta nasza odnoga prowadziła z brodu rzecznego w Białym Brzegu (przypuszczalny ścisły związek z nazwą „Białobrzeska Góra”), do Mikołowa. Skręcamy w prawo na zachód i idąc chwilę, dochodzimy do drogi asfaltowej i rozwidlenia ulicy Lędzińskiej. Widoczne budynki to zabudowania byłego nadleśnictwa Murcki, poniżej niewidoczna „Winna Zagroda” – gospodarstwo agroturystyczne z własnymi wyrobami miejscowego wina, kozimi serami i możliwością spędzenia wspaniałego weekendu wśród lasów, fińskiej łaźni i jakże innej atmosfery. Tu też, ukryta po prawej stronie ulicy Lędzińskiej, za częściowo drewnianym domostwem, znajduje się opisywana przez Karola Miarkę „Czarna Studnia”

Studnia pierwszy raz widoczna jest na sytuacyjnej mapie z 1827 roku. Karol Miarka zawarł o niej informacje w swoich dwóch powieściach „Klemensowa Górka” i „Szwedzi w Lędzinach” opisując ją jako tajemnicze miejsce. Przypisał jej legendę dotyczącą pomieszkiwania w jej okolicy czarownicy czyhającej  na życie św. Klemensa. W drugiej powieści studnia podobno miała dać bogactwo jednemu z mieszkańców Lędzin. Dziś studnia jest zasypana, widać jedynie obrys ceglanej cembrowiny. Poniżej niej, znajduje się betonowy silos, w którym zbiera się woda, do dziś wypływająca z pobliskiego miejsca. Jak pisał „Gość Niedzielny” z początków XX wieku, woda ta miała posmak kwaśny i potrafiła postawić konia na nogi. Nie polecamy próbować wody, bowiem nie jest badana bakteriologicznie!

Dalsza trasa prowadzi na zachód asfaltową drogą Lędzińską, wyprowadzając nas z leśnych ostępów do drogi szybkiego ruchu. Tu przekraczamy ją na światłach i przejściu dla pieszych. Teraz znajdujemy się na ulicy Leśników, a przed nami widoczne są niezagospodarowane tereny po kopalni Murcki i hałda na którą będziemy się wspinać. (Trasę tą proponujemy tylko przy ładnej pogodzie i poprzedzającym suchym okresie. Hałda po deszczach nie nadaje się do przejścia. W tym wypadku proponujemy skręcić w prawo do końca ulicy Leśników). Skręcamy w lewo na południe. Idąc do końca asfaltu, po prawej widzimy drogę umożliwiającą dojście i wyjście na szczyt hałdy. Będziemy zakręcać łukiem w prawo, powoli wspinając się po zboczu. Obecnie hałda jest zrekultywowana, nasadzono drzewa, posiano trawę i została skanalizowana. Mimo to, chodząc ścieżkami, po których poruszają się także rowery, czy quady, widzimy jak szybko następuje rozmywanie się usypanego kopca. Ścieżki, szczególnie te bardziej strome są wymywane i tworzą się  wśród nich dość głębokie koryta nich. Nie mniej, jeśli tylko pogoda pozwala, warto wejść na sam wierzchołek i porozglądać się we wszystkie strony, bowiem widok otaczającej zieleni lasów jest fascynujący. Przy dobrej pogodzie widać Beskidy, Babią Górę, a czasem nawet Tatry. Schodząc z wierzchołka, proponujemy zejść poziom niżej od strony którą weszliśmy, bowiem po przeciwnej stronie zbocze jest strome. Teraz, omijając górną platformę idziemy na północny wschód, kierując się drogą na teren byłej kopalni. Przed sobą widzimy niszczejące pozostałości budynków kopalnianych. Opuszczając już hałdę, weszliśmy na byłą wewnętrzną drogę zakładową. Przed nami łaźnia i cechownia, którą mijamy po prawej, idąc brukową jedyną możliwą drogą, przedłużeniem traktu z hałdy. Ta zaraz zakręca na północ i prowadzi nas do wylotu na ulicę Kołodzieja. Przed nami stary i nieodnowiony budynek z facjatką po środku. Miał być przeznaczony do wyburzenia, lecz mamy nadzieję, uda się go prywatnemu już właścicielowi utrzymać. Jest to pierwszy budynek administracyjny kopalni „Emanuelssegen” dziś Murcki, widoczny na mapach z przełomu XVIII i XIX wieku. Trudno nam dociec, czy mamy do czynienia z tym samym budynkiem, czy może jego murowanym następcą, ale fakt pozostaje faktem. To w tym miejscu było pierwsze centrum dowodzenia kopalnią, jak i całym obszarem Murcek, do czasów wybudowania kolonii górniczej w połowie XIX wieku. Z tego miejsca będziemy się kierować na wschód, skręcając w prawo, wzdłuż ulicy Kołodzieja, przechodząc najbliższym przejściem dla pieszych na drugą stronę. Po kilku metrach, w bok w lewo, odchodzi droga wyłożona betonowymi płytami. Tu ok. 10 metrów w głąb, po prawej zobaczymy głaz z piaskowca. Miejsce pierwszego szybu kopalnianego, nazwanego na cześć syna książęcego „Emanuels Seegen” – błogosławieństwo Emanuela.

Pierwszy szyb kopalniany wybudowano w 1755 roku w miejscu zwanym Rudne Kotliska, w pobliżu nieistniejącej dziś doliny rzeki Miedawa, biorącej swój początek pod obecną zabudową centrum Murcek. Do tego czasu, wydobycie węgla odbywało się metodą odkrywkową, zdzierając zapewne wierzchnie warstwy ziemi, w pobliżu tego miejsca. Warto zwrócić uwagę, że pierwsza data użytkowania tutejszego węgla 1657 odnosi się do wykorzystywania go w okolicznych kuźniach książęcych. A jak sama nazwa miejsca Rudne Kotliska wskazuje, że było to najprawdopodobniej miejsce pozyskiwania rudy – surowca do wytopu żelaza. Trzeba pamiętać, że Jaroszowicka kuźnia sięga swymi początkami XIV wieku i pracuje z przerwami do czasu wybudowania huty w Paprocanach na przełomie XVII i XVIII wieku. Do czasu sprowadzenia pierwszych górników z Saksonii w 1769 roku, węgiel zmuszony był wydobywać sam zainteresowany.

Powracamy na ulicę Kołodzieja, lecz na krótko. Idąc na wschód, za przystankiem autobusowym, przechodzimy na pobliskim przejściu dla pieszych i skręcamy w parkową alejkę, kierując się dalej na wschód. Po kilku metrach, przy rozwidleniu alejek parkowych (my idziemy tą po lewej) widzimy kolejny piaskowiec przy drodze, symbolizujący następny szyb kopalniany. Jest to drugi w kolejności szyb, nazwany na cześć księcia pszczyńskiego jego imieniem „Fryderyk-Erdmann”.  Po kolejnych kilkunastu metrach dochodzimy do kolejnego kamienia, widzianego także po lewej, trzeciego z kolei szybu na tym terenie -„Fryderyk-Ferdynand”, nazwanego tak na cześć drugiego syna pszczyńskiego księcia, późniejszego dziedzica na Pszczynie. Dochodząc do przecznicy alejek, skręcamy w prawo i idziemy wzdłuż boiska, do głównej alei parkowej, przy której widać muszlę koncertową, a po drugiej stronie bar parkowy. My jednak nie będziemy szli asfaltową alejką, a szukamy ścieżki pomiędzy barem, a placem zabaw, prowadzącą przez zaczynający się las, na wzniesienie.  Po krótkiej chwili znajdujemy się przed bramą obecnego Przedszkola nr 72 w Katowicach.

Wybudowany na początku XX wieku budynek, przeznaczony był na dom dyrektora kopalni. Jest obecnie najbardziej okazałym budynkiem w miejscowości. Willa wybudowana w stylu eklektycznym, wyróżnia się znacząco, sugerując rezydencję magnacką. Wiele osób mylnie sądzi, że jest to kolejny pałacyk książęcy, po zameczku w Promnicach, czy stylowo zbliżonym do willi księżnej Daisy von Pless w Wałbrzychu. Trudno nie przyznać im racji.

Tu znów ostro zawracamy, z tym że teraz będziemy schodzić  ze wzniesienia asfaltową drogą, mijając po drodze boisko piłkarskie z lewej strony, a po prawej wraz z budynkiem, asfaltowe boisko z bandami. To było w przeszłości naturalne lodowisko, gdzie swoje pierwszoligowe mecze rozgrywał „Górnik Murcki”. Idziemy dalej za drogą, po łuku w lewo, do wylotu z parku. Po drodze możemy jeszcze dostrzec kolejne dwa piaskowce, oznaczające miejsca następnych dawnych szybów. Do roku 1802 było ich 4. Na terenie obecnego parku murckowskiego oznaczonych głazami mamy 10 pierwszych szybów wykorzystywanych do połowy XIX wieku. Wszystkie one były dość płytkie, bowiem we wczesnym okresie nie radzono sobie ze zbierającą się wodą i wentylacją. W roku 1808 powstaje pierwsza sztolnia odwadniająca, później kolejne dwie. Dopiero jednak przejęcie ziemi pszczyńskiej przez rodzinę Hochbergów, w połowie XIX wieku powoduje ekspresowy rozwój kopalni, a przy okazji także samej miejscowości. My opuszczając park, wracamy na ulicę Kołodzieja i od razu przechodzimy pasami dla pieszych na drugą stronę. Przed nami dwa budynki, spełniające usługi kulturalno-rekreacyjne. Ten po lewej, wybudowany jako zakładowy dom kultury w 1977, dziś wykorzystywany częściowo jako sala zabaw dla dzieci „Nibylandia” i drugi (po prawej) starszy, okazały, odremontowany budynek – dawny „Schlafhaus”, czyli dom sypialny dla niezamieszkałych robotników w miejscowości z 1888 roku. Dziś w jego środkowej części mieści się Miejski Dom Kultury „Południe”. Idziemy zatem w kierunku tego starszego budynku.

Wraz z budową domu sypialnego, z tyłu za budynkiem wybudowano pierwszą łaźnię kopalnianą. Do tego momentu kopalnia nie posiadała takiego przybytku, a górnicy po pracy do domu szli tak jak skończyli pracę – brudni. Legenda głosi, że nazwa Murcki jest związana z tą specyficzną sytuacją. Idą „Murcki”, znaczy tyle co, ”idą umorusani, ubrudzeni górnicy”. Jak widać nawet nazwa miejscowości ma ścisły związek z górnictwem i jgo dziwnymi kolejami losu.

Dalej idziemy ulicą Kołodzieja na wschód, przy której znów odnajdujemy budynki kopalniane, tym razem piętrowe, z lat 1870-72, pierwotnie przeznaczone dla urzędników kopalni. Dochodzimy do przecznicy dochodzącej z lewej strony. Jest to ulica Wolności. Od wyjścia z parku przeszliśmy ok. 300 metrów. Prawdziwą urodę budownictwa Murcek odnajdujemy dopiero tutaj. Przemierzając szlak, można było zauważyć, że budownictwo różni się od siebie, a związane to jest z różnymi okresami powstawania kolejnych obiektów. O ile wczesne budownictwo z połowy XIX wieku jest proste, pozbawione zbędnych detali architektonicznych, zwiększających koszty, o tyle tutaj po częściowym odnowieniu kilku budynków, zauważamy urok kolonii górniczej, w której po prostu ”ładnie się mieszka”. Trzeba pamiętać, że budynki te budowane ponad 100 lat temu, utraciły wiele z ich pierwotnego wyglądu, bowiem w latach minionych nie traktowano takiego budownictwa jako zabytków i nie wykazywano dbałości o detale, tynki, jednakowe kolory framug, drewniane okiennice, czy estetyczne kolory elewacji. Póki co remonty tych perełek architektury z czasów dawnych kolonii robotniczych ograniczyły się do wymiany jedynie połaci dachowych. Należy zaznaczyć, że budynki te przeznaczone były dla potrzeb zwykłych robotników, a mimo to, ich standard socjalny był, jak na ówczesne czasy, bardzo wysoki. Przechodząc zatem całą ulicę Wolności i dochodzimy do murckowskiego rynku. Na nim skręcamy w lewo, do stojącej nieopodal św. Barbórki.

Św. Barbórka – patronka górników, mocno osadzona w tradycji lokalnej. Ta, którą widzimy na murckowskim rynku, została przeniesiona z ostatniego zlikwidowanego szybu „Stanisław” na terenie miejscowości i tylko dzięki woli mieszkańców znalazła należyte miejsce w samym jej centrum. Górnicza kolonia Murcki powoli odchodzi od dotychczasowej służebnej roli dla zakładu. Ale pamięć i wartości przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie pozwalają usuwać  ważnych elementów dotychczasowego życia miejscowości, będąc niejako ważnym aspektem murckowskiej tożsamości.

Chcąc wrócić w miejsce początku szlaku, odwracamy się na wschód, a tam zobaczymy znajomą wieżę kościoła, pierwszego charakterystycznego punktu, na trasie naszej wycieczki. Po drodze, popatrzmy jeszcze na kolejne, jakże inne od reszty, budynki dla robotników przy ulicy Baczyńskiego. Twórcą projektu tych kwartałów, a także całej ulicy Wolności, rynku oraz północnej strony ul. Samsonowicza, był „nadworny” architekt książęcy Alfred Malpricht, którego inne projekty założeń architektoniczno-urbanistycznych, zobaczymy przy okazji kolejnych osiedli patronackich w Kostuchnie i Łaziskach.

Całość trasy ok. 7 kilometrów. Czas przejścia bez przerw 2h do 2.30 min. Wraz ze zwiedzaniem kościoła, wieży dostrzegalni i krótkich postojów, proponujemy zarezerwować kolejne ok. 1.30 minut. Razem 3.30 – 4 godziny.

Jedna odpowiedz

  1. Bartek Zatorski

    Strona na dzień dzisiejszy jest w stanie testowym. Niektóre rzeczy są jeszcze nieaktywne, część z nich będzie ulegała modyfikacji. Prosimy o wyrozumiałość

Zostaw Komentarz